Obserwatorzy

Translator

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 kwietnia 2013

Niebieska torba

Wewnątrz mieści format A4. Jestem dumna, bo po raz pierwszy wszywałam podszewkę z zamkami. Jej uszycie i wszycie zajęło mi ok. trzy godziny, ale było warto! Efekt końcowy jest bardzo ładny.






niedziela, 25 listopada 2012

Zestawy tkanin Tildy



Okazało się, że w moim przepastnym :) magazynie zalega jeszcze tildowa tkanina na ciałka. Do głowy przyszło mi, żeby stworzyć z niej mini-zestawy i wrzucić na allegro. Powstały trzy pokazane na powyższych fotkach. Cena zestawu to 49,90 zł. Zainteresowanych odsyłam na moje konto (allegro, użytkownik pa_ochra) lub zapraszam do kliknięcia w banerek na prawym pasku bocznym.

Polecam się Waszej uwadze :)

UWAGA!

Zestaw trzeci już zarezerwowany!

środa, 30 maja 2012

Kurka-Złotopiórka i Euro 2012


Obiecałam Wam, w którymś z ostatnich postów, że pokażę małe co-nieco, które powstało w tzw. międzyczasie, czyli w przerwie w blogowaniu.
A powstała kurka...

Miała babcia kurkę, kurkę – złotopiórkę,
wesoła kokoszkę,
zwariowaną troszkę...



Troszkę zainspirowałam się różnymi ozdobami wielkanocnymi, bo wykonałam ją gdzieś w okolicach marca, więc to już prawie staroć :) Kurka-Złotopiórka (tylko z nazwy) powstawała w bólu i częściowo ręcznie, więc nie będę pokazywać zbliżeń :)

Chciałabym Wam jednak pokazać stan skupienia, w jakim Kurka – Złotopiórka zwykle występuję, czyli Ko-Ko-Koń :) Ta para maskotek była przez długi czas nierozłączna i Marysia nie potrafiła przestać krzyczeć Ko-Ko-koń dopóki nie miała ich obu. Jak widać, moje dziecko, znakomicie wpisuje się w konwencje EURO 2010.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich (nowych i starych) TUZAGLĄDACZY :)

sobota, 19 listopada 2011

Smutno mi, Boże!

Najpierw info dla zaglądających tu tylko ze względu na moje candy - to 96 post, więc jeszcze musicie troszkę poczekać na losowanie, choć postaram się, żeby nie było już tak długich przerw w blogowaniu, jak ostatnio!

A nawiązując do tytułu - chyba złapała mnie jakaś jesienna depresja, bo choć problemów na mojej głowie jest dużo, to jednak powoli, powoli zaczynam się z nich wygrzebywać. Chyba... Przeziębienie jakoś mnie nie ominęło, ale nie jest zbyt doskwierające, bo i gorączka niewielka, i kataru prawie wcale nie ma. Biorę sobie Biseptol i jakoś się trzymam. Z resztą, przy trójce małych dzieci, to trudno być obłożnie chorym...

Ba, poszczęściło mi się nawet ostatnio w dwóch candy - w związku z różowym tygodniem, dostałam już jakiś czas temu przepiękne, cudne i zachwycające kolczyki od Izary, za co jeszcze raz bardzo jej dziękuję. I muszę dziękować podwójnie, bo przy pierwszej przymiarce zdarzył mi się mały wypadek - moja najmłodsza latorośl złamała kawałek kolczyka i, dzięki wielkiej uprzejmości Izary, otrzymałam od niej jeszcze jedną przesyłkę - z nową częścią, abym mogła naprawić te małe cuda. Iza chciała nawet wykonać dla mnie jakąś inną niespodziankę, ale ja byłam nieugięta :)
Nagroda była niespodzianką, więc gdy otworzyłam kopertę, moim oczą ukazał się śliczne małe pudełeczko:
 a w nim były one:

Z Izą wyszła nam nawet mini-wymianka, bo zrobiłam dla niej małe co-nieco z okazji ogłoszonego kiedyś u mnie mini-candy na Różowy tydzień. Mam nadzieję, że przesyłka już dotarła. Nie zdąrzyłam niestety obfocić :(

Potem udało  mi się wylosować nagrodę pocieszenia w Candy u Wandy i choć była to nagroda pocieszenia - dla mnie była jak nagroda główna. I dziękuję Bogu, ze mój listonosz nie wcisnął przesyłki na siłę do mojej skrzynki pocztowej, bo chyba niewiele zostałoby z tych pięknych skrapowych papierków. Droga Wandziu - bardzo, bardzo Ci dziękuję! Przepyszne herbatki powoli się kończą, a nad papierkami muszę spokojnie pomyśleć, żeby je dobrze wykorzystać i nie zmarnować. Chyba w tym roku obdarzę rodzinę i znajomych ręcznie robionymi kartkami bożonarodzeniowymi. Jak się wyrobię...
A oto co znalazłam w przesyłce - w całości:
i detale:
i druga strona papierków, choć część z Was na pewno je dobrze zna :)

W ostatnim poście wspominałam też, że przybył mi w domu nowy osobnik :) Tada - oto on, a właściwie - ONA:

"Odziedziczyłam" ją po teściowej mojej znajomej. Przez kilka lat czekała na naprawę, no i dzięki mojej mamie - doczekała się. Okazało się, że bolał ją naprężacz nici. Ale po wymianie - jest jak złoto i, choć leciwa, o niebo lepsza od większości dostępnego dziś w sklepach, sprzętu tego typu. Tak przy najmniej twierdzą znawcy tematu (czyli moja mama i fachowiec, który zreanimował moją Singerkę).

I to chyba ona wywołuje w dużej mierze moją dzisiejszą chandrę... Otóż, próbuję od dwóch dni wziąć byka za rogi... z mizernym skutkiem. Mnóstwo prób, i jedna złamana igła, to na razie mój wstępny rezultat. A miałam ambitny plan, żeby uszyć dzieciom na gwiazdkę tildowe zabawki:( Oj, przydałby mi się ktoś, kto trochę szyje, żeby podpowiedzieć mi, dlaczego ona czasem szyje, a za chwilę ( na tym samym materiale i tymi samymi nićmi) górna nitka ni jak nie chce się połączyć z dolną :( Ech, szkoda pisać...

Oj, smutno mi, Boże!

środa, 7 września 2011

Woreczki ręcznie uszyte!

Dzisiaj tak na szybciutko, bo roboty mam tyle, że nie wiem w co mam ręce włożyć. Cieszę, sie, że dziewczynki wróciły już do przedszkola, bo na kilka godzinn dziennie mam troche luźniej. Zobaczymy, na jak długo, bo Hania już dziś miała opory z pójściem do przedszkola. Smutno jej bez mamy i twierdzi, że dzieci nie chcą sie z nią bawić :( Udało sie ją wyeksmitować z ulubioną bajką na DVD pod pachą :) - Magicznym autobusem.

Dziś chcę sie pochwalić, skończonymi wczoraj (wiem, wiem, pierwszy września był kilka dni temu! :) ), woreczkami na strój gimnastyczny. Uszyłam je, prawie w całości, ręcznie. Piszę - prawie w całości, bo wykonałam je ze starej męskiej koszuli, i jeden bok, to stary szew tej koszuli - ułatwiłam sobie w ten sposób zadanie :) Czerwona aplikacja to fragment jakiegoś prześcieradła z wykopalisk w Kop-ciuszku, a koronka - zdobyczna. Okropnie nie lubię tych wszechoobecnych worków z Barbie, Ben10 i innymi tym podobnymi stworami. Moda na nie szybko mija, a poza tym - nie maja tyle uroku, co te, prawda?





Do Tildy im jeszcze daleko, ale vintage chyba już jest?

Na pomysł aplikacji wpadłam pod wpływem Cath Kidston i jej książki Make! - recenzja wkrótce na blogu ksiazkowo-craftowo :)

Jeszcze raz przepraszam za kiepską jakość fotki, ale wykonywałam ja wczoraj rano, przed pójściem dziewczynek do przedszkola, czyli gdzieś około siódmej :) Dopiero teraz, przy zrzucie zdjęc na komputer, zauwazyłam, że mają beznadziejne oświetlenie i są troche nieostre. Teraz muszę poczekać, aż stroje dziewczynek wrócą do prania, to bedize okazja strzelić im nowe fotki.