Obserwatorzy

Translator

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 grudnia 2012

Anielski wysyp :)


 A tu troszkę wyłamałam się ze schematu i zrobiłam masosolne serce z lawendą.
Oba przed chwilą znalazły nowy dom :)





 Spora, filcowa broszka.
A wczora z wieczora udłubałam takie frywolitkowe kolczyki.

Powyżej przedstawiłam Wam moje ostatnie wyroby. Przed chwilą wróciłam z kiermaszu Bożonarodzeniowego - pierwszej tego typu imprezy w Bieniowie. Ruch była mały, wręcz mizerny :( Ale mam nadzieję, że może przyszłoroczny kiermasz (o ile taki w ogóle się odbędzie) będzie lepszy pod względem ilości kupujących. Sądzę, że główny kłopot wyniknął ze zbyt małego rozpropagowania imprezy.

Anioły "wykańczałam" (jak zwykle) do za pięć dwunasta i nie wszystkie udało mi sie obfocić, ale chyba to nawet lepiej, bo miałybyście / mielibyście spory przesyt :)

niedziela, 25 listopada 2012

Pomożecie?

Wiem, wiem... Dawno mnie tu nie było i chyba wstyd się ujawniać, że w ogóle żyję :) Przepraszam, ale mój rytm życia wcale nie zwalnia, a nawet (choć sama nie wiem jak to się dzieje) - nawet przyśpiesza!

Ale do rzeczy...

Ja tu po prośbie do wszelkiej maści rękodzielniczek i nie tylko! I to nie w swoim imieniu.

Kilka dni temu dostałam takiego maila - wklejam cytat, i mam nadzieję, że autorka nie będzie mi miała tego za złe):

"Witam,

Poszukuję osób wykonujących rękodzieło, które mogłyby podarować jakieś swoje prace na kiermasz - chodzi o akcję ratowania życia i zdrowia mojego 3-letniego synka Piotrusia, który musi przejść operację serduszka w Niemczech. www.piotrusioweserduszko.blogspot.com

Kiermasz odbędzie się 1 grudnia w Wodzisławiu Śl. na wydziale Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej.

Osoby, które chciałyby przeznaczyć jakieś prace, prosiłabym o kontakt w celu ustalenia adresu do przesyłki.

mail: ramol41@wp.pl lub tel. 507-927-445

W załączniku przesyłam także banery z informacją o Piotrusiu, jeśli Państwo mają ochotę umieścić któryś z nich na stronie z podlinkowaniem do naszego bloga, byłabym wdzięczna. Czas ucieka, Piotruś słabnie, udało się już uzbierać ok. 40 tys. zł - potrzeba jeszcze 110 tys.zł.

Proszę także o puszczenie informacji w świat - do innych "rękodzielników" :)

Polubcie nas na facebooku: http://www.facebook.com/PiotrusioweSerduszko?ref=ts&fref=ts


Dziękuję serdecznie i pozdrawiam

Karolina Remiasz-Konefał

mama Piotrusia"

Wiem, ze czasu jest już mało, ale troszkę zagapiłam się z tym mailem i terminem, który jest w nim podany. Sądzę jednak, że jeśli komuś będzie zależało, to da radę przesłać choć garść drobiazgów, które pomogą uzbierać pieniądze na leczenie chłopca.

Jesli jednak nie dacie radę z rękodziełem na kiermasz - można przekazać "małe co nie co" na aukcje na allegro lub po prostu wpłacić parę groszy na konto Piotrusia w COR INFANTIS (Nr konta:
86 1600 1101 0003 0502 1175 2150 koniecznie z dopiskiem: PIOTR KONEFAŁ)

Dlatego pytam raz jeszcze: POMOŻECIE? Pomóżcie, proszę!

sobota, 3 grudnia 2011

Tydzień bożonarodzeniowych dekoracji

Układałam sobie w głowie chyba ze trzy wersje tego posta :)) Ale ostateczna jest jeszcze inna...

Zaczynam w porządku chronologicznym. Najpierw przedstawię moje serca - szyte ręczne w poniedziałek i wtorek. Są dość sporych rozmiarów: ok. 15 x 11 cm. Ozdobione zrecyclingowaną satynową tasiemką i białym, filcowym serduszkiem. Wypełnienie wzięłam ze starych maskotek moich dzieciaków - po gremialnym określeniu przez wszystkich członków rodziny, że niektóre z nich są ohydne, zamiast na śmietnik - trafiły pod moje nożyczki :) I chyba ten recycling wyszedł im na zdrowie :))
Serca szyłam ręcznie, bo jak pomyślałam o moich poprzednich przygodach z maszyna, o tym ile razy musiałam nawlekać igłę, jak mi trochę łapały nitki, a potem nie... Ech, po prostu stwierdziłam, że szybciej uszyję ręcznie :)


W środę przeszłam od masy solnej. Ulepiłam pierwszego aniołka i ... odechciało mi się chwilowo tych aniołków, bo to troszkę trąci już monotematyzmem. Co drugi blog pokazuje różne wariacje aniołków masosolnych ... A ponieważ od jakiegoś czasu chodziło za mną uszycie jakiegoś tildowego stwora, postanowiłam wykorzystać ten popęd :) Tylko w wersji masosolnej - powstał ten oto renifer. W trakcie pieczenia temperatura była troszkę zbyt wysoka i w efekcie powstał ten brązowawy "nalot". Ale sadze, że dodał mu tylko uroku i dlatego dodałam mu tylko oczka nosek i usta i sznureczki i taki już ma zostać. Jest moim ulubieńcem :)

W czwartek, po długich dyskusjach z klientkami na temat Tildy i Zapisywajki, przeszłam jednak do akcji pt. szycie. I to Tildy... :) Najpierw był pomysł na mikołajki, ale ostatecznie stanęło na aniołku. Ale takim trochę nietypowym, bo dużym. I w ruch poszła maszyna oraz igła i nitka. Odkryłam dlaczego miałam kłopoty z maszyną! I jestem z siebie dumna :) Chodzi o tkaninę. Ciałko mojego aniołka chciałam uszyć ze starej koszuli w odpowiednim kolorze. I właśnie tej koszuli moja maszyna nie trawi! Przypuszczam, że tkanina ma jakiś dodatek syntetyku i dlatego maszyna staje dęba. Bo na czerwonej tkanince i na tej ze spódnicy, czyli bawełny (a la pościelowa) szyła jak złoto i nie ważne, czy szyłam powolutku, czy czasem nacisnęło mi się pedał do oporu (bo ja nie zawsze spokojna dusza jestem :P)

Aniołka jednak nie wykonałam. Uszyłam do momentu, kiedy można go określić mianem lalki i taka wersja ostatecznie chyba zostanie. Podoba mi się taki i ... kurde, w końcu nie ma obowiązku, żeby był aniołkiem, nie?!



paskudny zaciek w całej krasie :(
Tylko... mam ochotę zrobić krzywdę mojej najmłodszej córci, która wzięła go w obroty raczkami ubrudzonymi czekoladą! Plamy powstały na buzi! Skończyło się to trzykrotnym praniem wczoraj i jednym dziś rano. I nic tu nie pomagają mydła, płyny do naczyń, mydełka odplamiające, bo czekolada sprała się szybko, ale farbę puścił brązowy kordonek, z którego zrobiłam włosy :( Wczoraj jeszcze na to nie wpadłam, bo wydawało mi się, że to ciągle owa nieszczęsna czekolada. Olśniło mnie dziś rano. Wyprałam go więc, próbując sprać zaciek i położyłam głową w dół, żeby nie powstał następny, ale już widzę że poniosłam klęskę :(( Chyba skończy się na tym, że w ruch pójdzie farba akrylowa w kolorze cielistym albo puder. Nie wiem, bo teraz muszę poczekać, żeby wysechł. Ech... Załamana, wczoraj wieczorem zabrałam się za mycie okna w kuchni. Bo, choć nie było bardzo brudne, to nosiło duża ilość śladów po rączkach Marysi. Umyłam je, choć zimno i cimno, po czym moja Marysia weszła na parapet i ponownie odcisnęła tam swoje rączki. Ech, dzieci...

A dziś, jak pisałam, odkryłam nowy zaciek na buzi aniołka i ... Ech, odechciało mi się wszystkiego, albo mam ochotę rzucić go w kąt, rzucić tam również wszystkie moje obowiązki i uszyć nowego, pięknego, czystego i bez zacieków aniołka, którego posadzę w gablocie, żeby cieszyć nim oczy i nikt nie będzie go dotykał. Ale czy taki aniołek w ogóle będzie miał duszę?