Niedzielnym popołudniem moja łazienkowa podłoga została zawalona folią, kartonowym wykrojem, mydłem, czajnikiem z gorącą wodą i przede wszystkim duuuuuużą ilością czesanki z merynosów.
Efekt przedstawiam poniżej.
Jest to pierwsza z moich toreb, która ma "obraz" na przedzie i na tyłku :P
Jak widać - nie mogłam sie powstrzymać, żeby nie wściubić tu mojego ukochanego sznureczka lnianego :)
W górnym narożniku tej fotki widać trochę zielonej przędzy jedwabnej.
A to już całkiem nowy nabytek dodatkowy - zielone loki owcze. Dodałam w trzech miejscach. W dwóch - całkowicie przylgnęły do podłoża, a tu - pozostały nieujarzmione :)
A w poniedziałek ufilcowałam dwa "cosie" wielorakiego zastosowania - mogą być etui na okulary czy telefon lub piórnikami.
Tu razem...
... a tu osobno :)
W całości z czesanki polskiej.
Ten bratek czekał na wfilcowanie aż pół roku. Jeszcze jest drugi - granatowy. Ciekawe, kiedy przyjdzie na niego czas?
A w nocy znów lepiłam anioły. Na razie są trzy, ale masy jeszcze trochę zostało... :)
Kolejny Zjazd Twórczo Zakręconych
-
Dziś post wyłącznie informacyjny - nierecenzyjny :)
Serdecznie zapraszam do udziału w zjeździe Twórczo Zakręconych w Ustroniu.
Więcej informacji znajdziec...
10 lat temu
Torebka jak malowana, nie można nacieszyć oczu
OdpowiedzUsuń